2010
01.08

Recenzje map

Instalacja :

Mapy stworzone z myślą o L4D2 wystarczy ściągnąć, wypakować i zainstalować poprzez otworzenie pliku z końcówką VPK. Trochę więcej pracy czeka nas jeśli chcemy grać w starsze odsłony. W tym celu otwieramy Steam. Wchodzimy do zakładki narzędzia i ściągamy Left 4 Dead 2 Add-on Support. Plik waży około 350 MB. Następnie wchodzimy do folderu addons w następujący sposób : C:\Program Files\Steam\steamapps\common\left 4 dead 2\left4dead2\addons. Tam wrzucamy wszelkie ściągnięte i rozpakowane już mapki. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam miłej zabawy :}

Przedmowa autora :

Jako, że ma przestrzeni ostatnich miesięcy mapek wprost obrodziło, jest w czym przebierać i co recenzować. Z racji tego, że “dwójeczka” jest kompatybilna wstecz, pojawi się tu szeroki ich przekrój – począwszy od klasyków rodem “Death Aboard”, po nowości, które pojawiły się przed godziną. W każdym razie bierzmy poprawkę na to, że jestem wymagający i choć doceniam włożony w to ogrom pracy, tak też nie zwykłem okazywać krzty litości.

Ps. Fotka przenosi nas wprost do scrennów oraz opcji download.

Jeśli tęsknimy za mapami pełnymi mroku, skąpanych wszechobecnym deszczu oraz budzących powszechną grozę wzorem jedynki, powinniśmy na chwilę przystać. DOT2 spełnia bowiem wszystkie te założenia. Poza tym mogę z całą śmiałością przyznać, że autor wręcz rozkochał się w “No Mercy”. Widzimy tu podobne kruczki architektoniczne, podobnie wyglądające ulice, zaułki, wnętrza apartementów. Podobnie jak tam mamy stację metra, przebijanie się cudzymi domami, oraz łudząco podobny finał. Poza tym jednym faktem nie wybija się niczym szczególnym. Dominują niestety zamknięte przestrzenie, gdzie dalecy jesteśmy od poczucia zaszczucia. Zainfekowani nie mają szerokiego pola do popisu i rzecz sprowadza się do efektownej dekapitacji setek bezradnych zombie. Jeśli chodzi o wykonanie techniczne – te niestety kuleje. Mizerna ilość szczegółów, brak czegoś na czym można by zawiesić oko oraz niekiedy kontrastujące się z resztą elementy otoczenia czynią ją … brzydką po prostu.

Werdykt : Przeciętna kampania z dużą wartością sentymentalną.

Członek elitarnego grona map, które powinien znać każdy zwolennik serii. Po lekturze należy ją zaten bezzwłocznie ściągnąć. Poniżej tylko krótkie wyjaśnienie dlaczego.

Należy to głośno powiedzieć – była tworzona z myślą o jedynce. To niesie z sobą fakt, że nie przewidziano tu roli dla trójki nowych zainfekowanych, oraz tu brak broni kontaktowych i niektórych modeli z dwójki. To spory minus na start, ale rekompensuje go jakość wykonania do spółki z klimatem. Bo widać, że wszystko tworzono z głową. Mnóstwo tu ciekawych rozwiązań takich jak półprzezroczyste napisy [na przykład na drzwiach, których otworzenie skutkuje pojawieniem się hordy pisze "are you ready?"]; można odnieść wrażenie, że autor inspirował się najnowszą odsłoną Splinter Cell, gdzie występuje podobny efekt. Bardzo fajny swoją drogą. Zasadniczo co krok napotykamy rozwiązania, które choć proste, budzą w nas, graczach poczucie spełnienia, a w mapperach zazdrość i podziw zarazem ["dlaczego na to nie wpadłem"]. Pierwszy z brzegu przykład : jedyne przejście przez zatarasowaną ulicę, wiedzie przez … karetkę. Trzeba wejść tyłem i wyjść bocznymi drzwiami.

Mapy obejmują w dużej mierze miasto – zrujnowane ulice, domy mieszkalne i aktualnie remontowane, kanały. Później trafiamy do mrocznego lasu [w całkiem płynnym przejściu swoją drogą]. Choć wszystko nie powala przednim designem  [jest ciut powyżej poprawnej], tak znakomicie przygotowana architektura nie da nam chwili wytchnienia. W pamięci szczególnie utkwił mi “kanion” w lesie. Słyszymy wtedy z obu stron rozmaite zombie, ale nie wiemy gdzie oni na dobrą sprawę są. Palec oczekuje więc w pogotowiu na niespodziewany atak …  No i warto zauważyć, że kampania jest szalenie wręcz długa. Choć moja drużyna nie miała dłuższych postojów, tak po każdorazowym dojściu do “safe room’u” gratulowaliśmy sobie pozostania w jednym kawałku oraz wspominaliśmy ile to u diaska trwało. Nie odpalajmy jej zatem jeśli nie mamy dużych zasobów wolnego czasu.

Szkoda tylko, że finał był ciut zabugowany, bo nijak nie mogliśmy odpalić generatora, który aktywowałby crescendo event, ale to w końcu beta. Jako ciekawostkę dodam tylko, że kolejna wersja tej mapy [być może finalna] tworzona jest pod kątem L4D2.

Werdykt : Ścisła czołóweczka – w zasadzie nie trzeba mówić nic więcej.

Dead of Arena 2

W zasadzie nie oczekuję Bóg wie czego od map zatytułowanych w sposób tak nachalnie infantylny. Tym większe zaskoczenie, bo mile się rozczarowałem. Pierwsza mapa to raczej nieudana wprawka i dopiero kolejne trzy pokazują pazur. Mianowicie są to alejki, dachy oraz stadion. Każda charakteryzuje się własnym stylem rozgrywki : alejki to mnóstwo miejsc dla hordy, balkony i ciekawe … zaułki. Dachy każą zważać na Chargery i Jockey’e, a finał stanowi prawdziwą eksplozję emocji. Mnóstwo miejsc do obrony przez ocalałych jak i ataku dla zainfekowanych.  Intensywność wrażeń była tym większa, że AI Director od drugiego etapu wyraźnie pragnął naszej śmierci. Ataki hordy zdarzały się przynajmniej raz na minutę [same z siebie], więc przebicie się do safe roomu w jej asyście stanowiło nie lada wyzwanie. Pod względem technicznym trudno jej coś zarzucić. Ważne, że pojawiają się wszystkie zabawki z dwójeczki [w dużych ilościach], a sam design nie rozczarowuje. Z pewnością to jedna z lepszych map tworzonych pod kątem sequela. Nie wątpię, że szybko pojawią się pretendenci do miana tego tytułu, ale do tego czasu jest niekwestionowanym liderem.

Werdykt : dotychczas najlepsza mapa dla L4D2.

[Wstęp] Nim w zabawny sposób nawiążę do związku z kultową w pewnych kręgach grą Portal, pozwolę sobie zauważyć jedno : prędzej pozwoliłbym pokroić się na kawałki, niż zagrałbym w nią z samymi botami [koniec wstępu]

No więc ciastko jest kłamstwem. Nie mówmy tego jednak osobom biorącym udział w tym przedziwnym eksperymencie – wszak ono ich właśnie napędza.

Tymczasem waszą przysłowiową marchewką na kiju, powinny być zagadki. Stanowią o unikalności tej mapy, pozwalając zarazem rozruszać zakurzone półkule. Nie żeby jednak potrzebny był do tego człowiek z IQ Dody – do tego wystarczy nawet szkolona małpa. Opierają się bowiem na prostym schemacie, który przewijać będzie się, aż do samego końca. Na ogół chodzi więc, by postawić coś ciężkiego na guzik otwierający nam drzwi, a niekiedy trzeba z kolei użyć ognia. Oczywiście na całe szczęście ich złożoność rośnie proporcjonalnie z upływem czasu.

Zasadniczo wady są dwie : szalenie monotonne tekstury oraz fakt, że walka, wyłączywszy finał, pełni marginalną rolę. Zawsze jednak można ustawić poziom trudności na haniebny easy, bo nie ona stanowi tutejsze magnus opus.

Werdykt :  krótka, acz zapadająca w pamięć kampania. Boty polecam wyrzucić tudzież ubić jeszcze w początkowej lokacji.

Left 4 Doom

W zasadzie Dooma przedstawiać nikomu nie trzeba, choć na naszych oczach wyrosło pokolenie, które zna tylko najnowszą, trzecią odsłonę serii. Tymczasem, w zamierzchłych czasach, były także dwie poprzednie części (!). Jako, że podbiły serca wielu,  autor, bazując na tej chemii, postanowił stworzyć remake jednej z klasycznych map. Dochodzi w związku z tym do pewnego paradosku, bowiem  można uznać to plus i wadę zarazem. Z jednej strony prawdziwie docenią ją jedynie pamiętający zerwane nocki w ten tytuł, ale odbędzie się to właśnie kosztem całej reszty. Ci zastaną bowiem rozpikselowane otoczenie, mizerną złożoność i czytelność mapy oraz nadmierny mrok. Obie te grupy połączy z kolei jedno – krótki czas gry. Płynne przejście zajmie góra 10 minut.

Werdykt : zależny od tego czy znalazłeś się w grupie docelowej. Jeśli nie, nic tu po tobie.

Skłamałbym mówiąc, że nie miałem wobec niej żadnych oczekiwań. Tytuł przewinął mi się bowiem kilkakrotnie przed oczami, a wysoka ocena użytkowników L4D maps, tylko te płonne nadzieje podjudzała. Ale spotkało mnie jeno rozczarowanie.

Pierwsza mapka, mimo, że zawiera m.in. bieganie po korytarzach [w dużej ilości], robi to z klasą – dalsza droga jest jasno nakreślona, a czeka nas przy tym kilka bardzo interesujących niespodzianek. W tym taką jak bug uniemożliwiający przywrócenia zasilania windzie [foch!]. W zasadzie całość przypomina jedną, wielką podróż, z uwzględnieniem ciekawych miejsc takich jak kanały, posterunek policji, kino, czy zniszczone metro.  Zrealizowaną o tyle ciekawie, że przejścia są płynne i żadna mapa nie podejmuje się tylko jednej tematyki. To akurat duży plus – operowanie taką ilością zróżnicowanych miejsc. Problem w tym, iż architektura zamyka się niestety w prostym kopiuj/wklej kolejnych pomieszczeń, nie dając nam właściwie na czym zawiesić oka. Żadnych ciekawostek architektonicznych tudzież wystroju krajobrazu. Nawet całkiem fajny finał nie zmieni mojego zdania w tej kwestii. Z rzeczy innych : cieszy ingerencja autora wykraczająca poza standardowe zagrywki – mamy zatem podróż pociągiem [krótką, bo krótką, ale zawsze] oraz custom voice nagrany z myślą o tej kampanii [całkiem nieźle zagrane swoją drogą, mógłbym przysiąc, że to robota Valve].

Werdykt : Zaskoczę was – kampania została, mimo wspomnianych przeze mnie wad, wykonana na wysokim poziomie. Moje marudzenie nie może zmienić faktu, że wyraźnie czuć tu odór potu autora, którego dorobił się za sprawą ciężkiej pracy. Mam nadzieję, że praca nad wersją dla L4D2 wprowadzi tu i ówdzie kilka poprawek, które uczynią ją jeszcze lepszą. W szkolnej skali dostaje 4.

Komentarze są zamknięte.